niedziela, 10 czerwca 2018

[WRAP UP] Czytelnicze podsumowanie kwietnia i maja 2018

Cześć!
Mamy czerwiec - dni są długie i gorące, wszyscy odliczają dni do wakacji, a ja piszę podsumowanie dwóch ostatnich miesięcy. Dlaczego dwóch? W kwietniu przeczytałam bardzo mało książek, ale nie chciałam zostawiać go zupełnie bez komentarza. W maju natomiast było dużo lepiej, dlatego bez przedłużania przejdę do podsumowania!


Kwiecień

Tak jak pisałam na początku, nie udało mi się przeczytać wiele - egzaminy, nauka i stres zrobiły swoje. Dlatego przeczytałam zaledwie jedną książkę, ale była całkiem dobra, więc jestem raczej zadowolona. Na blogu też nie działo się dużo - napisałam zaledwie dwa posty, był to wrap up z marca oraz musicals book tag (wszystkie linki w dalszej części posta).

Przeczytane książki

1. Znajdź mnie J.S. Monroe (recenzja tutaj) Liczba stron: 445

Book haul

W kwietniu dołączyły do mnie dwie książki: Czy wspomniałam, że cię kocham z wymiany instagramowej oraz Farba od Wydawnictwa WAB.

Posty


Maj

Ten miesiąc był o wiele lepszy - zrelaksowałam się, wróciłam do czytania, na bloga i Instagrama (chociaż troszkę zgubiłam swój regularny rytm) i świetnie się z tym czuję. Trochę szkoda, że moje ostatnie posty nie cieszą się popularnością, więc jeżeli ich nie widzieliście, to możecie wrócić do nich teraz, linki będą pod koniec.

Przeczytane książki

1. Wyginacze łyżeczek Daryl Gregory (recenzja tutaj) Liczba stron: 525
2. Folwark zwierzęcy George Orwell Liczba stron: 136
Była to lektura, więc recenzji nie będzie, ale była naprawdę dobra - jedna z lepszych lektur.
3. Bez słów Mia Sheridan (recenzja tutaj) Liczba stron: 382
4. Ruby po drugiej stronie Nora Raleigh Baskin Liczba stron: 171
Nie napisałam recenzji, ponieważ książka była naprawdę króciutka, ale nie mogę zostawić jej bez komentarza. Najpierw myślałam, że to coś bardziej dla młodszych czytelników, okazało się jednak, że autorka porusza naprawdę ważne tematy - przyjaźń, tęsknota, sprawiedliwość. A to, że mama Ruby przebywa w areszcie, zwiększa powagę. Z czystym sercem mogę wam ją polecić, bo chociaż ma niecałe dwieście stron, to przekazuje naprawdę wiele.
5. Girl in the mirror Cecelia Ahern (krótka opinia tutaj) Liczba stron: 90
6. & 7. Czy wspomniałam, że cię kocham & Czy wspomniałem, że cię potrzebuję (dimily tom 1 i 2) Liczba stron: 403 & 360
Wkrótce pojawi się recenzja całej serii!
8. Echo morderstwa Christi Daugherty (recenzja tutaj) Liczba stron: 460

Liczba wszystkich przeczytanych stron: 2 527

Book haul

W tym miesiącu do mojej biblioteczki dołączyło tylko Echo morderstwa od Wydawnictwa Czarna Owca.

Posty

***
Ile książek udało się Wam przeczytać w maju i kwietniu?
Do następnego!
Ola

sobota, 2 czerwca 2018

[26] Echo morderstwa - Christi Daugherty


Tytuł oryginalny: The Echo Killing
Autor: Christi Daugherty
Tytuł polski: Echo morderstwa
Tłumaczenie: Anna KrochmalRobert Kędzierski
Liczba stron: 460
Cykl: Harper McClain
Tom: 1
Wydawnictwo: Czarna Owca


Miałam wobec tej powieści dość duże oczekiwania - chciałam czegoś porywającego, mocnego, czegoś, co sprawi, że zapomnę o całym świecie. Jednocześnie bałam się, że będę rozczarowana. Thrillery czy kryminały, które ostatnio czytałam, raczej nie przypadały mi do gustu. Musiałam jednak spróbować - i cieszę się, że to zrobiłam.

Harper McClain to niezależna samotniczka i dobra w swoim fachu reporterka kryminalna, mieszkająca w Savannah. Ma jednak za sobą ciężką przeszłość - kiedy miała dwanaście lat jej matka została zamordowana, a jej ciało - nagie i pchnięte wielokrotnie nożem - znalazła w kuchni właśnie Harper, kiedy wróciła ze szkoły. Pewnego dnia przybywa na miejsce zbrodni, gotowa jak zwykle opisać sytuację. Okazuje się jednak, że wszystko wygląda tak samo, jak morderstwo jej matki - kobieta zostawiona naga w kuchni, którą znajduje córka, zgadza się nawet pora roku. Harper postanawia rozwiązać tę sprawę - w końcu może się dowiedzieć, kto zabił jej matkę. Wszystko zaczyna się jednak komplikować, a kobieta odkrywa coraz mroczniejsze sekrety życia swojego i mieszkańców Savannah.

Tylko prawda może uwolnić cię od demonów przeszłości.

Nie sposób zacząć od kogoś innego niż Harper - bohaterki, którą polubiłam od pierwszych stron. To kobieta silna, niezależna, która wie, czego chce i zawsze dąży do celu. Jednocześnie jest jednak bardzo troskliwa i opanowana. Pomimo traumy, świetnie radzi sobie w życiu, a dla swoich przyjaciół zrobiłaby wszystko. Podczas czytania miałam wrażenie, że patrzę na "łagodniejszą" wersję Joanny Chyłki - a jak wiecie lub nie, Chyłkę uwielbiam. Inne postaci nie zostały zaniedbane - były dopracowane w najdrobniejszych szczegółach i do samego końca nie wiedziałam, kto jest dobry, a kto zły.

Czasem nie wiesz, że żyjesz w ciemności, dopóki ktoś nie zapali światła. Gdy to światło znowu zgaśnie, noc wydaje się o wiele ciemniejsza.
bookstagram

Autorka, wcześniej znana głównie z powieści młodzieżowych, świetnie poradziła sobie w tej książce. Czyta się ją naprawdę szybko, wciąga od pierwszych stron, a Christi Daugherty bardzo dobrze buduje napięcie. Fabuła jest naprawdę zawikłana, wciąż pojawiają się nowe wątki i tajemnice - to pierwsza powieść od bardzo dawna, która wywołała u mnie dreszczyk emocji. Naprawdę ciężko było mi się oderwać i pochłonęłam ją w kilka dni.

Echo morderstwa to książka, która porywa od pierwszego rozdziału. Świetnie wykreowani bohaterowie, elektryzujący romans i pędząca na łeb na szyję akcja - to wszystko kryje się na kartach tej powieści. Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy tej serii. Już nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z Harper i innymi mieszkańcami Savannah.

***

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję


niedziela, 20 maja 2018

[25] Bez słów - Mia Sheridan

Tytuł oryginalnyArcher's Voice
Autor: Mia Sheridan 
Tytuł polskiBez słów
Tłumaczenie: Martyna Tomczak
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Otwarte

Bree to dziewczyna, która chce uwolnić się od swojej przeszłości.
Archer jest samotnikiem, który stracił głos.
Kiedy Bree przybywa do miasteczka, w którym mieszka Archer, coś ich do siebie ciągnie. I chociaż chłopak jest nastawiony dosyć wrogo, a reszta mieszkańców wyraźnie go nie lubi, Bree się nie poddaje. Czuje, że musi poznać tego niezwykłego, tajemniczego człowieka. Z czasem zaczyna się rodzić między nimi uczucie, bo, chociaż bez słów, rozumieją się doskonale. 

Może pamiętacie, że w poście o 7 motywach, których mam dość w książkach (link tutaj), pisałam także o traumie lub chorobie. W tej powieści - od dziwo - nie przeszkadzało mi to zbytnio. Autorka operowała tym tematem naprawdę dobrze - nie wciskała go wszędzie i nie robiła z bohaterów nieudaczników życiowych, ale nie pozwalała o nim zapomnieć. Barwne opisy i retrospekcje to zdecydowanie coś, w czym jest dobra i dzięki nim można było zżyć się z bohaterami. Szkoda tylko, że przy samych bohaterach już nie było tak kolorowo.

Archera naprawdę polubiłam - współczułam mu, ale też podziwiałam za jego wewnętrzną siłę. To była jedna z tych postaci, którym się kibicuje - naprawdę chciałam, żeby odzyskał szczęście, a jego historia bardzo mnie ciekawiła. Sprawiał wrażenie więźnia własnego umysłu i wspomnień. Nie wiem, jakim cudem Bree udało się go uwolnić, ponieważ ta dziewczyna była naprawdę beznadziejna. Próbowałam wykrzesać z siebie choć trochę żalu i sympatii dla niej, ale nie potrafiłam. Po prostu nie umiałam jej polubić - denerwowało mnie w niej wszystko. Zaczynając na infantylnych zachowaniach ("o nie, wypadły mi tampony przy chłopaku, j a  s i ę  z a b i j ę"), poprzez nachalność w stronę Archera ("widzieliśmy się raz, wejście do jego domu to świetny pomysł!), a kończąc na tym, że uważała się za pępek świata. Przez całą książkę mówiła o tym, że Archer kocha tylko ją, że jakim to ona jest dla niego cudem i jak on to nie odrywa od niej wzroku. 


Byliśmy jak dwa magnesy, przyciągające się z siłą, której żadne z nas nie było w stanie kontrolować.

Reszta postaci zbytnio mi nie przeszkadzała, ale to dlatego, że byli niesamowicie płascy i czarno - biali. Autorka od razu powiedziała, kto jest dobry, kto zły i pozostali tacy do końca. No i nie mogę nie wspomnieć o rzekomo najlepszej przyjaciółce Bree, do której główna bohaterka podczas kilkumiesięcznego pobytu w miasteczku zadzwoniła może dwa razy. Serio? Rozumiem odcinanie się od przeszłości, ale tamta dziewczyna naprawdę się martwiła o Bree i była świetną przyjaciółką. A przynajmniej tyle wywnioskowałam z tych pojedynczych rozmów.

Wcześniej wspomniałam o stylu pisania autorki i jej opisach - te rzeczywiście były niesamowite, ale nakreślanie codziennego życia bohaterów nie jest jej najlepszą stroną. Wstawiała tam naprawdę bezsensowne szczegóły - na przykład opisy stroju bohaterki. Zapewne miało to dodać realizmu, ale po co mam wiedzieć, że ma na sobie gładką koszulkę i szorty, skoro autorka i tak nie nawiąże do tego później? Mia Sheridan usiłowała też wprowadzić wątek kryminalny do swojej historii, ale to zupełnie jej nie wyszło. Wyraźnie nie umie budować napięcia ani pisać scen akcji. No i ostatnią rzeczą, która mi się nie spodobała, były sceny współżycia bohaterów. Nie zawstydzały mnie - nie należę do tych osób, które na słowo seks intensywnie się rumienią - ale były niesamowicie powtarzalne. Od pierwszego razu bohaterów autorka wyraźnie nie mogła się powstrzymać przed wrzucaniem tych scen gdzie popadnie. No i tak naprawdę w każdej działo się to samo.

Pełne zrozumienia milczenie bywa lepsze od wielu słów, które koniec końców okazują się bezsensowne i zbędne.

Bez słów to powieść, która zapowiadała się świetnie. Autorka potrafi tworzyć opisy, robi to naprawdę dobrze, ale cierpią na tym bohaterowie i czytelnik. Ta pozycja nie potrafi w pełni zainteresować, a postacie są albo denerwujące, albo bezbarwne i tak na dobrą sprawę mało się dzieje. Zdecydowanie odradzam Wam lekturę - no chyba, że lubicie nudne, irytujące i powtarzalne romanse.