środa, 4 kwietnia 2018

[WRAP UP] Czytelnicze podsumowanie marca 2018


Cześć!
Zaczął się kwiecień, a to może oznaczać tylko jedno - wiosnę, egzaminy gimnazjalne i podsumowanie marca.
Ważne: Z uwagi na egzaminy gimnazjalne, w kwietniu nie będę zbytnio aktywna. Od czasu do czasu będą pojawiały się zdjęcia na bookstagramie, ale na blogu raczej do 20 kwietnia nic nie będzie się działo. Mam nadzieję, że rozumiecie i życzę powodzenia wszystkim, którzy też piszą egzaminy w tym roku! <3

A teraz przejdźmy do podsumowania.



Książek w tym miesiącu nie przeczytałam zbyt wiele, chociaż w porównaniu z lutym jest lepiej - trzy przeczytane w całości i dwie zaczęte. Za to o wiele więcej pozycji znalazło się na moich półkach. Jeśli chodzi o bloga to jestem z siebie całkiem zadowolona - udało mi się napisać pięć postów, w tym cztery recenzje.

Przeczytane książki

1. Król kruków Maggie Stiefvater (recenzja tutaj) Liczba stron: 488
To była naprawdę dobra pozycja. Przyjemna, ze świetnymi bohaterami i opisami.
2. Kredziarz C.J. Tudor (recenzja tutaj) Liczba stron: 384
Powieść, co do której mam naprawdę mieszane uczucia.
3. Prawie ostateczna lista najgorszych koszmarów Krystal Sutherland (recenzja tutaj) Liczba stron: 318
Zdecydowanie największe zaskoczenie tego miesiąca, książka, którą polecam absolutnie każdemu.
zaczęte książki
Znajdź mnie - 168 stron
The art of being normal - 60 stron

Liczba wszystkich przeczytanych stron: 1 418

Book haul

W tym miesiącu do mojej biblioteczki dołączyło aż siedem książek. Byli to Wyginacze łyżeczek i Kredziarz od Wydawnictwa Czarna Owca (kolejno: wygrana i egzemplarz recenzencki), The art of being normal, Nakarm mnie (kolejna nagroda, tym razem z konkursu u taniaksiazka.pl), Prawie ostateczna lista najgorszych koszmarów od Grupy wydawniczej Publicat, Lola i chłopak z sąsiedztwa (kupione w Stokrotce za 10 zł #łowcaokazjistrikesback) i dzisiejsza premiera, czyli Znajdź mnie od Wydawnictwa Wab.

Posty


***
A co Wy przeczytaliście w marcu? Był to dla Was miesiąc książkowych rozczarowań, czy może odwrotnie?
Do następnego!
Ola

czwartek, 29 marca 2018

[22] Prawie ostateczna lista najgorszych koszmarów - Krystal Sutherland

Tytuł oryginalny: A Semi - Definitive List of Worst Nightmares
Autor: Krystal Sutherland
Tytuł polski: Prawie ostateczna lista najgorszych koszmarów
Tłumaczenie: Donata Olejnik
Liczba stron: 318
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Po tej książce tak naprawdę nie spodziewałam się nic wielkiego. Miałam nadzieję na przyjemną, ale interesującą młodzieżówkę, zwłaszcza że poprzednia powieść autorki swoim tytułem (Chemia naszych serc) sugerowała, że nie pisze ona bardzo ambitnych powieści. Na szczęście bardzo się myliłam. 


O rodzinie Esther Solar można powiedzieć wiele rzeczy, może poza jednym - że jest normalna. Ciąży na niej klątwa fobii - brat bliźniak panicznie boi się ciemności, ojciec zamknął się w piwnicy i z powodu lęku przed otwartymi przestrzeniami nie wychodzi już sześć lat, a matka jest bardzo przesądna i wciąż obawia się pecha. Do tego dochodzi fakt, że klątwa zabiła już kilka krewnych. Esther jeszcze nie poznała swojej fobii, więc unika wszystkiego, co może się nią stać. Stworzyła nawet Prawie ostateczną listę najgorszych koszmarów, na której spisuje rzeczy, których musi się wystrzegać. Pewnego dnia spotyka na przystanku Jonaha Smalwooda - przyjaciela z dzieciństwa, który w bardzo krótkim czasie pozbawia ją pieniędzy, telefonu, cukierków i... Prawie ostatecznej listy najgorszych koszmarów! Niedługo potem ją zwraca i proponuje, że będą razem zwalczać jej lęki - jeden po drugim. Tak rozpoczyna się ich niezwykła przygoda.

Zacznę może od bohaterów, którzy - co by tu dużo mówić - byli niesamowici. Zarówno Esther, Jonah, jak i ich rodziny i przyjaciele - każdy był dopracowany w najdrobniejszych szczegółach i miał niesamowity charakter. Każde ich zachowanie miało swój motyw - nic nie działo się ot tak. Do tego ich relacje były świetnie skonstruowane i chociaż rozwijały się momentami powoli, to nadawało fabule realizmu - przecież w życiu realnym nawiązywanie przyjaźni często trwa bardzo długo, a zniszczonego zaufania nie można naprawić tak łatwo. W powieści pojawił się także wątek miłosny, ale nie był przesłodzony ani oczywisty, a raczej idealnie wyważony. 


Miłość jest jak dzbanecznik. Piękna roślina wydzielająca słodki nektar, ale ledwie wyczujesz jej zapach i zajrzysz do środka, zjada cię do ostatniego kęsa.

To kolejna pozycja, której autorka porusza wiele trudnych tematów - depresja, nerwica, zaniedbane relacje rodzic - dziecko, zaufanie, fobia społeczna... Robi to w nietypowy sposób - wiele rzeczy ukrywa za metaforami, ale też nie boi się pisać wprost, nawet o kontrowersyjnych sprawach. I przede wszystkim pokazuje nam, że nie można bać się prosić o pomoc. A to tylko jedno z wielu przesłań, które płynie z kart tej powieści. 
Do tego używa dość prostego języka, przez co historię czyta się płynnie. Nie oznacza to jednak, że nie tworzy pięknych, żywych opisów - sprawia, że naprawdę możemy wczuć się w tę opowieść. Wywołuje w nas tak wiele emocji - od radości, przez strach, żal pogardę, smutek, aż do melancholii i pozwala pokochać tę historię jeszcze bardziej. No i zakończenie, które z jednej strony jest zamknięte, ale z drugiej pozwala fantazjować na temat tego, co się stanie dalej.

Wszystko, czego pragniesz, znajduje się po drugiej stronie strachu.

Prawie ostateczna lista najgorszych koszmarów to nie jest typowa młodzieżówka. Powiedziałabym raczej, że balansuje na granicy young adut i thrillera psychologicznego. To słodko - gorzka opowieść o przyjaźni, miłości, rodzinie i strachu - bo komu w dzisiejszych czasach nie towarzyszy strach? To była cudowna przygoda ze świetnymi bohaterami, sporą dozą humoru, ale też łez, których bynajmniej nie żałuję.
***
Za książkę serdecznie dziękuję


niedziela, 25 marca 2018

[21] Kredziarz - C.J. Tudor

 Tytuł oryginalny: The chalk man 
Autor: C.J. Tudor
Tytuł polski: Kredziarz
Tłumaczenie: Piotr Kaliński 
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Czarna Owca


Chyba nie ma osoby, która nie słyszałaby o Kredziarzu C.J. Tudor. Sama okładka przyciąga uwagę, a porównania do Stranger Things czy twórczości Stephena Kinga sprawiają, że obok tej powieści nie da się przejść obojętnie. Do tego jest ona naprawdę intensywnie promowana - zdaje się, że będzie absolutnym mistrzostwem. Dlatego kiedy wydawnictwo Czarna Owca napisało do mnie z propozycją wysłania mi tej książki (za co bardzo dziękuję), bez wahania się zgodziłam. Ale czy rzeczywiście Kredziarz zasługuje na tyle uwagi?

W 1986 roku Eddie prowadzi beztroskie dzieciństwo. Dużo jeździ na rowerze, spędza czas z przyjaciółmi i na razie nie zawraca sobie głowy problemami. No właśnie - na razie. Kiedy na jego oczach, w wesołym miasteczku, zostaje ciężko ranna młoda dziewczyna, a on poznaje pana Hallorana, wszystko się zmienia. Niedługo później mężczyzna podsuwa Eddiemu i jego kolegom porozumiewania się za pomocą kredowych rysunków. I wtedy dochodzi do pierwszego zabójstwa, a rysunki zaczynają pojawiać się same...
Trzydzieści lat później Ed wiedzie spokojne życie jako nauczyciel i myśli, że potwory z przeszłości dały mu spokój. Jednak pewnego dnia w skrzynce znajduje rysunek człowieka z pętlą na szyi, do miasta wraca jeden z jego starych przyjaciół i okazuje się, że prawdziwe piekło dopiero się zaczęło.

Tak naprawdę nie mogę zbyt wiele powiedzieć o bohaterach - owszem, są to raczej osoby, którym się kibicuje, ale tak naprawdę nie są zbyt dobrze zbudowane. Podobnie ich relacje zostały potraktowane mocno po macoszemu. O dziwo - nie jestem w stanie powiedzieć, żeby jakoś bardzo mi to przeszkadzało i zauważyłam to dopiero po skończeniu książki. To jednak stawia pod wielkim znakiem zapytania porównania do Stranger Things - tam, oprócz wątków paranormalnych, są mocno nakreślone relacje między bohaterami.

C.J. Tudor bardzo dobrze wyszło wplatanie kontrowersyjnych wątków, takich jak religia czy aborcja do treści książki. Dodawało to nieco realizmu. Pomimo tego, Kredziarz miał w sobie coś, co nakazywało czytać dalej - jakieś niewyjaśnione napięcie, a nawet delikatną paranormalną otoczkę - i to było naprawdę świetne. Szkoda tylko, że za tą fenomenalną zasłoną nie kryło się nic tak dobrego, jak się spodziewałam. Niestety - autorka bardzo zaniedbała swój pomysł z Kredziarzem. Tak naprawdę nie wyjaśniła większości tajemnic z nim związanych i chociaż finalne rozwiązanie było całkiem dobre, to jednak pozostawiło mnie z niedosytem i poczuciem mętliku w głowie.

Musisz zrozumieć, że bycie dobrym człowiekiem nie polega na śpiewaniu hymnów czy modleniu się do jakiegoś mitycznego bóstwa. Nie chodzi o noszenie krzyżyka i chodzenie co niedziela do kościoła, ale o to, jak traktujesz innych ludzi. Dobry człowiek nie potrzebuje religii, bo wystarczy mu przekonanie, że postępuje właściwie. 

Do tego akcja dzieje się na przemian w 1986 i 2016 roku - na początku myślałam, że to nie będzie zbyt dobre, ale okazało się, że te wydarzenia wzajemnie się uzupełniają i autorka zrobiła to naprawdę genialnie. Co prawda więcej dzieje się w "teraźniejszości", a oczekiwałam, że to wątek z lat 90. będzie ciekawszy, ale nie można powiedzieć, że powieść była nudna. No i powtórzę się - w latach 90. brakowało mi rozwinięcia sprawy Kredziarza.

Moje życie określają rzeczy, których nie zrobiłem i nie powiedziałem. Myślę, że wielu ludzi ma tak samo. Nie zawsze definiują nas nasze osiągnięcia, bywa, że ważniejsze są zaniedbania. Nie tyle kłamstwa, ile prawdy, które postanowiliśmy przemilczeć.

Nie mogę powiedzieć, że Kredziarz C.J Tudor to zła książka. Chociaż nie była tym, czego się spodziewałam i porównania do Kinga i Stranger Things są mocno przesadzone, to w wielu momentach pozytywnie mnie zaskoczyła. Na pewno jest warta uwagi, bo chociaż nie dorównuje znacznej części powieści, które czytałam, jest niewątpliwie dobrym thrillerem.

***
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję