środa, 14 lutego 2018

[17] Bez serca - Marissa Meyer

Tytuł oryginalny: Heartless
Autor: Marissa Meyer
Tytuł polski: Bez serca
Tłumaczenie: Barbara Kardel - Piątkowska
Liczba stron: 507
Wydawnictwo: Papierowy księżyc

Jakiś miesiąc temu przeczytałam Cinder i, jak wiecie z recenzji - byłam zachwycona. Dlatego kiedy zorientowałam się, że mam na półce jednotomową powieść tej samej autorki, bardzo się ucieszyłam i nie zwlekałam długo z Bez serca. Miałam nadzieję na coś, co dorówna pierwszemu tomowi Sagi, albo nawet go prześcignie. Czy tak było...?

Przed tym, zanim została Królową Kier, była zwyczajną dziewczyną, ulubienicą Króla Kier, która uwielbiała piec. Na jednym z balów, podczas którego król ma się jej oświadczyć, poznaje Figla - nadwornego trefnisia. Mimowolnie zakochuje się w nim. Na drodze stają jednak jej rodzice, którzy uważają, że pieczenie nie przystoi młodej damie i powinna przyjąć oświadczyny władcy. Tak wygląda życie Cath - dziewczyny, która w szalonym świecie pragnie tylko miłości i niewielkiej, własnej piekarni.

W recenzji Cinder wspominałam, że Kopciuszek był w dzieciństwie moją ulubioną bajką. Alicja w Krainie Czarów była drugą - mogłam słuchać czy oglądać tę historię do znudzenia. Dlatego bardzo się ucieszyłam na powrót do tego świata. I rzeczywiście - jest ten niesamowity klimat, są postacie - wszystko to, co pamiętam z dzieciństwa, tylko z dodatkową głębią i charakterem. Jest tylko jedna postać, która mi się nie podobała - Cath. Główna bohaterka. Nie była denerwująca - wręcz przeciwnie, bardzo urocza, miła, często zabawna... Ale była też osobą niesamowicie wolno myślącą i nieumiejącą postawić na swoim - no po prostu taka 'kluska'. Szczerze mówiąc, wolałam ją jako Królową Kier, przynajmniej miała jakiś charakter.

Tak się składa, panie Figiel, że czasem wierzę w sześć niewiarygodnych rzeczy jeszcze przed śniadaniem.

Niestety - nie mam zbyt wiele do powiedzenia o samej powieści. Ku mojemu rozczarowaniu, przez pierwsze 380 stron się nudziłam - teoretycznie coś się działo i niektóre sceny - na przykład herbatka u Kapelusznika - podobały mi się, ale nie było to nic ciekawego. Później w końcu zaczęło się coś dziać i nawet płakałam. Finalnie jednak uważam, że autorka zmarnowała swój pomysł, który podjęła mniej więcej w połowie. Tak jakby tuż pod koniec książki zmieniła koncepcję co do prowadzenia historii ku zakończeniu (ponieważ to prequel, wiadomo, jaki będzie koniec). Przez tę zmianę pomysłu, książka stała się przewidywalna.

Podobnie jak Cinder, powieść czytało się szybko. Również pod względem "retellingowym" było całkiem nieźle -  pojawiły się miejsca, postaci i elementy, które dobrze znamy; ale autorka wprowadziła swoje pomysły i - znowu - dobrze jej to wyszło.

Takie rzeczy nie dzieją się w snach, droga panno. Dzieją się tylko w koszmarach.

Jest mi naprawdę przykro, że muszę wystawić tej książce tak niską ocenę, ale nie mam wyjścia - rozczarowała mnie. Powolność głównej bohaterki i wydarzeń oraz pomysł autorki na końcówkę zepsuły mi przyjemność z czytania. Jeżeli tak jak ja pokochaliście Cinder, nie nastawiajcie się, że Bez serca będzie tak samo świetne. Niestety - jest gorsze.



Moja ocena: 5/10

piątek, 9 lutego 2018

Nieksiążkowo, czyli 7 ulubionych seriali - Szczęśliwa siódemka #4

źródło: weheartit.com
Cześć!
Jest jeszcze coś, co uwielbiam - oprócz książek oczywiście. Tą rzeczą są seriale. Moja przygoda z nimi zaczęła się jakieś 2 - 2,5 roku temu i trwa do dziś no dobra teoretycznie zaczęło się od pamiętników wampirów jeszcze wcześniej, ale wytrwałam jakieś 7 odcinków więc się nie liczy 
Wiem, że teraz wiele osób ma lub będzie miało ferie, a co jest lepszego od długich zimowych nocy z serialem?
Dlatego mam nadzieję, że wybaczycie mi to odstępstwo od głównego tematu bloga i mimo wszystko przeczytacie post o moich ulubionych serialach!
enjoy~
(seriale wymieniam w kolejności, w której zaczęłam je oglądać)



Once Upon a Time

Tak, to ten mityczny serial, od którego wszystko się zaczęło. To było dość spontaniczne - nie miałam co robić pewnie powinnam się wtedy uczyć, ale po co , więc postanowiłam go włączyć. Nie wiem, dlaczego akurat ten, ale po pierwszym odcinku obejrzałam drugi, później trzeci... I później poszło gładko.
Serial ten opowiada o postaciach z bajek, które przez klątwę przeniosły się do współczesnego świata. Wiem, że to brzmi beznadziejnie w  siódmym sezonie rzeczywiście się takie robi, ale naprawdę ten serial jest warty uwagi. Wciągający, z świetnymi bohaterami i całkiem niezłą fabułą. No i zawsze zostanie gdzieś w moim sercu, bo mam do niego ogromny sentyment.
I to dzięki ouat polepszyłam kontakt z jedną osobą, więc jak widzicie - same plusy! wiem, że to czytasz, buzi



Sherlock

O tym serialu nie trzeba dużo mówić, poza tym, że jest t a k dobry, t a k dobrze zrobiony i Benedict Cumberbatch jest t a k idealny. Ma tylko cztery sezony, a w każdym po trzy odcinki, więc szkoda nie oglądać!

Glee

Oprócz książek uwielbiam muzykę - zwłaszcza musicalową, a to właśnie wokół niej skupia się ten serial. Opowiada o nauczycielu hiszpanskiego, który postanawia wznowić szkolny chór w swojej szkole. Do chóru dołączają kolejne osoby i fabuła nabiera rozpędu. Jest to według mnie bardzo niedoceniany serial. Ma świetnych bohaterów, muzykę, fabułę - potrafi bawić i wzruszać i raczej kazdemu się spodoba. To chyba mój najbardziej ulubiony serial z wszystkich tutaj wymienionych.

Skam

To nie miało być nic wielkiego. Bo co może być ciekawego w serialu o norweskich nastolatkach, którzy wiecznie imprezują? I okej - pierwszy sezon jest dość głupi, naiwny i trochę nudny. Ale wciągnęłam się i mogę z czystym sercem polecić. Drugi, czwarty i przede wszystkim trzeci sezon są naprawdę dobre i poruszają poważne problemy i tematy, ale w bardzo fajny, przystępny sposób. 

Stranger Things


O tym serialu słyszeli chyba wszyscy w ostatnim czasie. Ja sama nie sądziłam, że spodoba mi się coś z wątkiem paranormalnym (?), zwłaszcza, że Supernatural dość szybko mi się znudziło (planuję do tego wrócić, okej). Rzeczywiście - pierwszy odcinek męczyłam kilka miesięcy - po prostu po kilkudziesięciu minutach przerywałam oglądanie i zapominałam, że ten serial w ogóle istnieje. Ale później wciągnęłam się. Porwała mnie historia zaginionego chłopca, losy bohaterów, zarówno te w jednym, jak i w drugim wymiarze i efekty specjalne. Naprawdę polecam.

Rick and Morty


O tym serialu chyba wszyscy słyszeli - "najlepsza animacja" o chłopcu - Mortym i jego genialnym, chociaż nieco szalonym dziadku - Ricku. Razem przeżywają mnóstwo przygód i najpierw traktowałam to jako odmóżdżający, zabawny serial. Później okazało się, że ta animacja ma drugie, a nawet trzecie dno, muzyka jest świetna, żarty słowne i nawiązania genialne, można przy takim serialu uronić kilka łez, a siódmy odcinek trzeciego sezonu to totalny masterpiece. Pozostaje mi tylko czekać na czwarty sezon, który nastąpi (jak zostaliśmy poinformowani na końcu trzeciego) "in a very, very long time!".

Orange is the New Black


Jeśli chodzi o ten serial, to w sumie jestem dopiero na trzecim sezonie ale już jestem w stanie powiedzieć, że mi się podoba. Jest oparty na prawdziwych wydarzeniach. Główna bohaterka - Piper Chapman - trafia do damskiego więzienia za dawno popełnione przestępstwo. Przez cały serial obserwujemy życie jej i innych bohaterek. To, co tworzy ten serial, to właśnie bohaterowie. I chociaż Piper jest niezwykle irytująca, to cała reszta jest niesamowicie barwna i unikalna. (Moje osobiste ulubienice to Nicky, Miss Rosa, Red i Poussey <3)

***
Koniecznie dajcie mi znać, które z tych seriali oglądaliście i jaka jest Wasza opinia o nich. Polećcie mi też swoje ulubione produkcje, bo chociaż mam bardzo długą listę do obejrzenia, chętnie dopiszę do niej kolejne tytuły!
Do następnego,
Ola

sobota, 3 lutego 2018

[WRAP UP] Czytelnicze podsumowanie stycznia 2018

Cześć!
Nawet nie wiem kiedy skończył się styczeń. W tym miesiącu udało mi się przeczytać więcej książek niż w grudniu, ale mam nadzieję, że w lutym będzie ich jeszcze więcej. Miałam co prawda tygodniową przerwę na blogu, ale wracam ze zdwojoną siłą i mnóstwem pomysłów na posty!
Bez przedłużania przejdźmy do podsumowania!



Przeczytane książki 

W tym miesiącu przeczytałam cztery książki (z czego jedną dokończyłam). Nie były to najlepsze pozycje, jakie przeczytałam, ale w większości mi się podobały.

1. Dwór cierni i róż S.J. Maas (recenzja tutaj) Ocena: 6/10 Liczba stron: 524 Liczba stron przeczytanych w styczniu: ok. 224

2. Will Grayson, Will Grayson John Green i David Levithan [reread] (recenzja tutaj) Ocena: 9/10 Liczba stron: 364

3. Bez serca Marissa Meyer Ocena: - (recenzja w przyszłym tygodniu! ^^) Liczba stron: 507

4. Niemcy Leon Kruczkowski Ocena: - (nie oceniam lektur) Liczba stron: 61

Liczba wszystkich przeczytanych stron: 1 156

Książkowe zdobycze

W tym miesiącu do mojej biblioteczki dołączyło tylko Carrie S. Kinga, które kupiłam w Biedronce za 10 zł (#łowcaokazji)

Posty

Na blogu miałam mini - przerwę i pojawiły się tylko trzy posty, ale zaszły znaczne zmiany w wyglądzie i jestem teraz z niego całkiem zadowolona.


***
Pochwalcie się, co udało się Wam przeczytać w styczniu!
Do następnego,
Ola