niedziela, 8 maja 2016

20 książkowych faktów o mnie

Cześć!
Dzisiejszy post jest trochę inny niż zwykle - nie jest to ani recenzja ani Szczęśliwa siódemka. Pomyślałam sobie, że fajnie by było, gdybyście trochę lepiej mnie poznali. Nie jest to początek jakiejś serii postów, ale od czasu do czasu będę na pewno publikować swoje zdanie na jakiś temat, lub po prostu - coś związanego z książkami i ze mną :)
A dzisiaj zapraszam Was na 20 książkowych faktów o mnie.
Niektóre może znacie (jeśli jesteście tu od początku lub śledzicie mojego Instagrama *klik*), a inne mogą Was zaskoczyć.
Enjoy ^^

1. Czytam tak naprawdę od dziecka. Pierwszą książką, którą przeczytałam sama, było "Barbie i 12 tańczących księżniczek". A jeśli chodzi o takie "poważne" czytanie, to nie potrafię wskazać, od czego się zaczęło. Nie był to Harry Potter. :) Po prostu - czytałam książkę za książką i się w to wkręciłam :)

Instagram - klik
2. Uwielbiam robić zdjęcia książek. Ale z reguły zajmuje mi to mnóstwo czasu, bo zawsze coś mi nie pasuje. Mimo to lubię to robić, bo czasami wychodzą naprawdę bardzo fajne ^^ Zapraszam na mojego Instagrama (który jest typowym bookstagramem) *klik*, bo tam wrzucam te zdjęcia ^^
3. Nienawidzę ekranizacji. Chociaż Harry Potter, Igrzyska śmierci czy Magiczne drzewo są w porządku, to na przykład Percy Jackson... Nie. Nienienienie. Poza tym, zawsze mam wątpliwości i milion uwag, a jeśli oglądam z kimś, to go denerwuję wygłaszaniem ich na głos.
4. W przeciwieństwie do większości osób, uwielbiam biblioteki. Uważam, że te książki mają duszę i to coś w sobie, chociaż nienawidzę, kiedy są zniszczone... No i ostatnio niestety nie mogę znaleźć nic fajnego i nie mam czasu, żeby regularnie odwiedzać biblioteki, nawet tę osiedlową...
5. Najczęściej czytam w moim pokoju na łóżku. Miałam mieć fotel i lampę obok regału, ale niestety nie mam w pokoju tyle miejsca :c A marzę o takim kąciku czytelniczym.
6. Dzięki mnie zaczęło czytać parę osób. Pozdrawiam Karolę, wiem, że E&P zmieniła Twoje życie, chciałaś być na blogu to jesteś. 
7. Zapach książek to życie 
8. Prawie zawsze zaznaczam cytaty w książkach. Te zabawne, wzruszające, zapadające w pamięć, cenne, a czasami po prostu jakieś nawiązania, nawet, jeśli potrafię je zrozumieć tylko ja. (hak)
9. Kolory karteczek indeksujących (tak, tych, którymi zaznaczam cytaty), dobieram kolorystycznie do okładki.
10. Uwielbiam zakładki do książek! Kupuję je, dostaję, zgarniam na Targach Książki, a często robię sama.
11. Według mnie idealna do książki jest herbata ^^
12. Kocham Targi Książki i w sumie głównie tam kupuję nowe pozycje, ale jak tam zacznę kupować, to... Cóż, kiedyś z Krakowskich Targów przywiozłam ok 15 książek! 
13. Bardzo lubię serie takie jak Harry Potter czy Igrzyska Śmierci, ale uwielbiam też te nieco mniej popularne - jak Kroniki Wardstone lub Flawia de Luce.
14. Jestem wyczulona na punkcie stanu książek. Nienawidzę, kiedy książka jest pogięta, oblana sokiem czy jakkolwiek zniszczona, dlatego o swoje dbam i są w bardzo dobrym stanie.
15. Kocham układać książki! Chociaż zajmuje to mnóstwo czasu, to jeśli włączę sobie muzykę, to... Jest super! Kiedyś nawet odgrywałam różne scenki z książkami (w rytm muzyki)!
 Jak widać czytam nawet w autobusie :) 
16. UWIELBIAM książki w klasycznej wersji - papierowe. Oprócz tego bardzo lubię audiobooki (mam wadę wzroku i muszę dbać po oczy + to świetne rozwiązanie podczas choroby lub podróży samochodem - wtedy rzadko kiedy czytam, patrz wada wzroku), a e- booki... Czasami marzę, żeby mieć czytnik, ale z reguły szybko mi ta chęć mija. Po prostu dla mnie to dziwne, nie przewracać stron.
17. Uwielbiam gadżety książkowe! Do mojej kolekcji, oprócz zakładek, należą koszulka Obozu Herosów, wisiorek z Insygniami Śmierci, wisiorek z Okay? Okay, broszka z Kosogłosem i bransoletka ze złotym zniczem.
18. W tym momencie nie mogę przeczytać żadnej książki. Nie potrafię się po prostu skupić :/ Ale zaczęłam dzisiaj Trzy metry nad niebem i mam nadzieję, że będzie to przyjemna lektura.
19. Nie lubię Zniszcz ten dziennik, To nie książka, Bałagan czy co tam jeszcze wyszło. Owszem, niby to rozwija kreatywność, i w TNK nawet zadania są porządne, ale ZTD...? No i w ogóle nie rozumiem, jakim cudem to jest na pierwszych miejscach w top 20 ;-;
20. Potrafię czytać wszędzie - w domu, szkole, pociągu, sklepie, restauracji... Mam dosyć mało czasu przez zajęcia, szkołę i życie prywatne, więc muszę wykorzystywać KAŻDĄ okazję.


Podzielcie się ze mną w komentarzach książkowymi faktami o Was ^^ Zapraszam też wszystkich chętnych do zrobienia tego tagu na swoim blogu.
Pozdrawiam i życzę zaczytanego wieczoru!
Muminek

poniedziałek, 2 maja 2016

[WRAP UP] Czytelnicze podsumowanie marca i kwietnia 2016

Cześć!
Dzisiaj będzie podsumowanie marca i kwietnia. Kiedy miesiąc temu siadłam i zaczęłam pisać podsumowanie marca, jakoś tak zupełnie mi to nie szło, więc postanowiłam, że teraz połączę marzec z kwietniem. Nie przedłużając, zaczynajmy!

Marzec
W marcu miałam dosyć dużo nauki, mało czasu i chęci na cokolwiek, bo to jeden z moich najmniej ulubionych miesięcy (zaraz po listopadzie). Udało mi się przeczytać pięć książek z czego jedna była lekturą, a inną przeczytałam w jednej trzeciej. Do mojego zbioru dołączyły trzy książki. 
A jeśli chodzi o bloga, to było jeszcze słabiej niż w lutym - pojawiły się zaledwie trzy posty i dwa były recenzjami. Jednym z nich był wrap up z lutego.  Do tej pory jest mi z powodu tak małej ilości wpisów głupio.
Wszystkie linki do postów standardowo w dalszej części posta ^^

Przeczytane książki

1. Onyks Jennifer L. Armentrout (recenzja tutaj) Ocena: 7/10 Liczba stron: 522
2. Czerwona królowa Victoria Aveyard (recenzja tutaj) Ocena: 2/10 (btw chyba podobała Wam się moja ocena xD) Liczba stron: 480
ponieważ w marcu nie było tych książek dużo, a niektóre były pożyczone
Oto bookhaul + Wrap Up
3. Krzyżacy tom II Henryk Sienkiewicz (uprzedzając ewentualne pytania - pomimo, iż to obowiązkowa pozycja na Waszej półce, recenzji nie ma i nie będzie) Ocena: - (nie, tym razem nie ocenię lektury) Liczba stron: 350
4. Motylek Katarzyna Puzyńska - ok.jedna trzecia tej książki Ocena: --  Liczba stron przeczytanych: ok. 200
5. Księga wyzwań Dasha i Lily Rachel Cohn & David Levithan (recenzja Z MAMĄ tutaj) Ocena matki: 4/10 Ocena córki: 5/10 Liczba stron: 306

Liczba wszystkich przeczytanych stron: 1 858

Książkowe zdobycze

W marcu do moich zbiorów dołączyły trzy książki poszalałam. Są to Niewzruszenie, Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender oraz Onyks.

Posty

Kwiecień

Z kwietnia jestem o wiele bardziej zadowolona niż z marca. Przeczytałam siedem książek (z czego jedną dokończyłam). Wzbogaciłam swoją biblioteczkę o cztery książki i jeden audiobook. (Swoją drogą zazdroszczę ludziom, którzy pod koniec miesiąca mają powiedzmy 10 nowych książek. Ja co prawda mogłabym kupować, ale zawsze muszę się uzastanawiać, a to trwa wieki xD Sama nie wiem czemu - po prostu tak już mam :) )
I - chyba mogę być z siebie dumna! Na blogu pojawiło się sześć postów. Wiem, że nie są to jakieś wielkie wyniki, ale biorąc pod uwagę fakt, że w lutym i marcu było ich trzy/cztery, to... Jestem baardzo zadowolona! Dodatkowo poprawiłam trochę regularność (tak mi się przynajmniej wydaje). No dobra, koniec tego, bo popadnę w samozachwyt :P
Chciałabym Wam, po raz pierwszy na tym blogu, podziękować, za wszystkie komentarze, wejścia, za każdą obserwację. To jest tak meega motywujące 
A teraz przejdźmy już do Wrap Up' u z kwietnia :)

Przeczytane książki

1. Motylek Katarzyna Puzyńska Ocena: 8/10 Liczba stron: ok. 400
Wrap Up
W związku z tą książką mam do Was pytanie, a mianowicie - chcecie jej recenzję? Bo trochę się zagapiłam, ale myślę, że jest to książka warta wzmianki :)
2. Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender Leslye Walton (recenzja tutaj) Ocena: 9/10 Liczba stron: 299
3. Wybacz mi, Leonardzie Matthew Quick (recenzja tutaj) Ocena: 11/10 Liczba stron: 408
4. Harry Potter i Kamień Filozoficzny J.K. Rowling (czytałam już drugi raz ^^) Ocena: 7,5/10 Liczba stron: 324
5. Niewzruszenie Ewa Nowak Ocena: 7/10 Liczba stron: 247
6. Oddam ci słońce Jandy Nelson (recenzja jeszcze na poprzednim blogu tutaj; tę książkę również przeczytałam już drugi raz) Ocena: 9/10 (w recenzji wtedy napisałam, że książka jest poza wszelką skalą, tym razem po prostu trochę mniej mnie zachwyciła :v) Liczba stron: 374
7. Szkoła latania Sylwia Trojanowska (recenzja niebawem) Ocena: -- Liczba stron: 286
Powiem tylko, że następna recenzja to będzie właśnie recenzja tej książki. Ona jest cudowna!

Liczba wszystkich przeczytanych stron: 2 338

TBR na kwiecień
Na początku tego miesiąca stworzyłam sobie TBR (chociaż zwykle tego nie robię). Udało mi się z niego przeczytać 4/5 książek :)
Motylek K. Puzyńska
Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender L. Walton
Niewzruszenie E. Nowak
Tam, gdzie śpiewają drzewa L. Gallego
Oddam ci słońce J. Nelson

Książkowe zdobycze

Jak już pisałam na początku do mojej biblioteczki dołączyły cztery książki; a do mojej "biblioteczki audio" :) jeden audiobook.
Są to Niezbędnik obserwatorów gwiazd, Wybacz mi, Leonardzie, Szkoła latania i Atlas chmur. Audiobook to Kalina i Kaj - książka teoretycznie dla dzieci.


Book Haul ^^
Posty


A co Wam udało się przeczytać w minionym miesiącu (lub w dwóch ostatnich miesiącach)?
Życzę zaczytanego maja!
Muminek

piątek, 29 kwietnia 2016

[13] Wybacz mi, Leonardzie - Matthew Quick

Tytuł oryginalny: Forgive me, Leonard Peacock
Autor: Matthew Quick
Tytuł polski: Wybacz mi, Leonardzie
Tłumaczenie: Jacek Konieczny
Liczba stron: 408
Wydawnictwo: Moondrive/Otwarte




Kiedy w zeszłym roku przeczytałam Prawie jak gwiazda rocka (recenzja jeszcze na drugim blogu - klik), wiedziałam, że nie będzie to moja ostatnia przygWybacz mi, Leonardzie, chociaż nie byłam przekonana. Z jednej strony większość recenzji była pozytywna, ale jakiś głosik z tyłu głowy krzyczał Nie bierz tej książki! Jest pewnie o wiele gorsza od Prawie jak gwiazda rocka i ci się nie spodoba. Cóż, chyba już nigdy nie będę słuchać mojego głosu.
oda z tym autorem. Kiedy zamówiłam dwie pozostałe jego książki dla młodzieży, szalałam z radości. Postanowiłam najpierw przeczytać

Uwielbia czarno - białe filmy z Humphreyem Bogartem, które ogląda w towarzystwie starego sąsiada, ma matkę, która mieszka w Nowym Yorku, bo pracuje jako projektantka mody, wagaruje, nie chce zostać "smutnym dorosłym", których często obserwuje. Oto Leonard Peacock, który właśnie skończył osiemnaście lat. Ale zamiast rozpakowania prezentów, wysłuchania życzeń i oczekiwania na wielką imprezę, dzień ten zaczyna od zapakowania prezentów dla przyjaciół w różowy papier, ogolenia głowy na łyso i zostawienia włosów w lodówce oraz zjedzenia owsianki przy stole z pistoletem swojego dziadka leżącym obok. Tego dnia zamierza odegrać się na wszystkich ludziach, którzy go zranili, podziękować wszystkim swoim przyjaciołom, przemyśleć całe swoje życie, a następnie skończyć sam ze sobą. Brzmi, jakby był to zwykły nastolatek, "buntownik", którego największym problemem jest to, że dziewczyna go zdradziła? Może. Ale uwierzcie mi, Leonard nie jest taki jak wszyscy. Nie ma takich problemów, jak inni.
Zdjęcie z mojego Instagrama :) Zapraszam!

Inność to cecha pozytywna. Ale inność jest również trudna.

To zdecydowanie jedna z najbardziej udanych postaci. Postać wielowymiarowa, która wie, czego chce, ale ma też wątpliwości odnośnie tego, co chce zrobić. Od początku mu kibicujemy, ale jednocześnie prawie krzyczymy, aby nie tego nie robił. Gdyby zabrać tej książce fabułę i skupić się tylko na przemyśleniach głównego bohatera, to byłyby to najlepsze 408 stron wypełnionych przemyśleniami, jakie widział świat.

Ale nie tylko Leonard jest świetną postacią. Każdy bohater  powieści jest wykreowany od a do z, każdy ma swoją historię, każdy jest niepowtarzalny i każdy ma swoje miejsce w tej książce. Z niektórymi mogłabym mieszkać pod jednym dachem, z innymi z chęcią wdałabym się w dyskusję, a innym przemówiła do rozumu. W Wybacz mi, Leonardzie nie ma tak naprawdę przyjaciół i wrogów Leonarda. Nawet, jeśli przez całą powieść myślimy, że ”tak, oni są przyjaciółmi", później okazuje się, że wszystko przebiegało zupełnie inaczej, niż sądziliśmy.

Po prostu chcę wiedzieć, czy warto w ogóle dorastać. To wszystko.

Matthew Quick już w swojej pierwszej powieści, którą miałam okazję przeczytać, totalnie oczarował mnie swoim językiem, dostosowanym do narratorki. I tym razem nie zawiódł. Posługiwał się takimi opisami, tworzył dialogi, które czasami bawiły, czasem wypełniały mnie goryczą, a czasem miałam ochotę przez nie płakać. Autor pokazał też, już po raz kolejny, jak dużo, oprócz wykreowania genialnego bohatera, daje stworzenie jego przemyśleń, języka, wymyślenie słów i zwrotów, jakimi najczęściej się posługuje. To sprawiło, że Leonard (jak i pozostałe postacie) jest niezwykle namacalny. W dodatku powieść jest wypełniona po brzegi cudownymi cytatami. Cytatami o życiu, o ludziach, o sztuce, o... Po prostu o wszystkim. Najpierw próbowałam je zaznaczać. Ale później zdałam sobie sprawę z tego, że jest ich tak dużo, że to nie ma sensu. Bo gdybym miała zaznaczyć te 
najlepsze, musiałabym zaznaczać co drugą stronę. Dosłownie.  

Mam taką teorię, że z wiekiem tracimy zdolność do bycia szczęśliwym.

 Powieść to tak naprawdę opis jednego dnia. Dnia, który ma być tym ostatnim w życiu Leonarda. Ten dzień jest typowy dla Leonarda, ale raczej nietypowy dla nas. Czyni to książkę jeszcze bardziej niezwykłą.

Uważam, że powieść Wybacz mi, Leonardzie jest zdecydowanie warta przeczytania. Da nam do myślenia, rozbawi, wzruszy. Sprawi, że będziemy przełykać łzy, kibicować bohaterom, krzyczeć na nich. Poznamy Leonarda - bardzo dojrzałego osiemnastolatka nie takiego jak inni, który zamiast wyprawiać ogromną imprezę urodzinową lub wspominać minione lata, woli rozliczyć się z przeszłością i wziąć sprawy w swoje ręce.  Gwarantuję, że nie pożałujecie lektury tej książki. Zostanie w Was na zawsze. I, co najważniejsze, bardzo zmieni spojrzenie na świat.


Moja ocena: 11/10

gwoli ścisłości: ocenę 11/10 otrzymują ode mnie książki, które naprawdę mnie zmieniły i dogłębnie poruszyły 

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

[12] Onyks - Jennifer L. Armentrout

Tytuł oryginalny: Onyx
Autor: Jennifer L. Armentrout
Tytuł polski: Onyks
Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka
Liczba stron: 522
Seria: Lux
Tom: II
Wydawnictwo: Filia

Do tej książki, podobnie jak do pierwszej części serii podeszłam z ogromnym entuzjazmem. Spodziewałam się czegoś "wow", fajerwerków, czegoś tak dobrego, jak pierwsza część; skrycie nawet marzyłam, aby było lepsze od pierwszego tomu. Cóż, zobaczcie, jak wyszło.


Kiedy do życia Katy wkraczają pozaziemskie istoty wie, że nic nigdy już nie będzie takie samo. Jednak oprócz przyjaźni z kosmitami, w jej życiu zachodzi mnóstwo innych zawirowań. A wszystko zaczyna się od zwykłej choroby. No dobrze, może nie do końca zwykłej. Później Kat zaczyna odkrywać w sobie umiejętności, których nie powinna posiadać. Jest gorzej - nie potrafi nad nimi zapanować. Dodatkowo Departament Obrony, który chce za wszelką cenę wyniszczyć inną rasę, niż ludzką, przysłał swoich ludzi. No i jest jeszcze ten nowy chłopak, Blake, który wydaje się być niezwykle zainteresowany Kat. Do tego dochodzą skomplikowane relacje z Daemonem - i totalna katastrofa gotowa!

Jestem dosyć rozczarowana tą pozycją. Przez pierwsze osiemnaście rozdziałów (czyli tak na dobrą sprawę pół książki) nudziłam się niemiłosiernie. Okej, niby autorka wprowadziła nowe postacie, elementy i w ogóle, ale brakowało mi tego "czegoś". Na szczęście w drugiej połowie powieści działo się sporo i wtedy naprawdę nie mogłam się oderwać, pochłaniałam rozdział za rozdziałem. I ta druga część Onyksu była naprawdę zaskakująca, akcja wartka, także autorka jakoś wybrnęła z nudów, które zaserwowała nam na samym początku. Co prawda udało mi się przewidzieć większość rzeczy, ale te, których moje wewnętrzne oko proroczki nie zauważyło dosyć porządnie mnie zaskoczyły.


Słowa to najpotężniejsze narzędzie. Proste i zazwyczaj niedoceniane. Potrafią leczyć. Potrafią niszczyć. 

Wątek romantyczny... Wcale nie mówię, że nie shipuję Kat z Daemonem (chociaż on jest tylko mój), ale to, co zrobiła autorka w tej części obrzydziło mi tę parę. Przez pół książki, w tej części, w której było nudno, czułam się jakby autorka chciała tymi przesłodzonymi/zaborczymi/uroczymi/zawstydzającymi/wstaw odpowiednie momentami z głównymi bohaterami zapchać jakąś dziurę. No i jeszcze coś, co mnie niezwykle wkurza chyba w każdej powieści. Przez całą - nie przesadzam - CAŁĄ książkę, czyli bite 522 strony, oni mieli ze sobą problemy. Coś w stylu O mój Boże chyba go kocham, ale w sumie to go nienawidzę, albo nie, przecież jest cudowny, ale nie mogę powiedzieć, że go kocham, ja go tak bardzo pragnę. Nie. Ja go tylko lubię. No dobra, lubię bardzo. Kocham go. Nie, ja  go tak nienawidzę! Ale jest przekochany... zarówno ze strony Katy jak i Daemona.
zdjęcie z mojego Instagrama ^^ (zapraszam)

Jeśli chodzi o bohaterów - jak zwykle nie zawiedli. Kat była jeszcze bardziej ogarnięta i jeszcze bardziej uzależniona od książek i bloga (pojawiła się nawet scena, w której nagrywa book haul! To zdecydowanie jeden z moich ulubionych momentów). A Daemon był cudowny jak zawsze, wnerwiający jak zawsze, seksowny jak zawsze i był palantem jak zawsze. Inni bohaterowie też świetnie odegrali swoje role. Jennifer Armentrout jest świetna, jeśli chodzi o kreację postaci! A jak już przy tym jesteśmy, to chyba warto wspomnieć też o nowym bohaterze. Blake'u, superprzystojnym i megaindealnym surferze, o którym w sumie wiadomo tylko tyle, że mieszka z wujem. Pojawienie się drugiego męskiego bohatera kręcącego się w pobliżu Kat zwiastuje trójkąt miłosny? Też tak myślałam, ale na szczęście, pomimo, że zanosiło się na miotanie pomiędzy dwoma facetami i myśli w stylu O Boże kogo ja kocham, to jednak w końcu autorka chyba zmieniła koncepcję. I bardzo dobrze. Inaczej z tej powieści zostałby zwykły romans, w dodatku słaby, z elementem fantastyki.

Pokiwał głową i uśmiechnął się anielsko do kamery, ale jego oczy ciągle błyszczały z rozbawienia. O tak, to zły pomysł. 
- Uważam, że czytanie jest seksowne.

No i cóż - Jennifer L. Armentrout jest chyba mistrzynią zakończeń. Choćby nie wiadomo jak książka była nudna na początku, i tak zakończy powieść tak, że ma się ochotę na następny tom. Ale ja tym razem zrobię sobie przerwę od świata serii Lux. A zwłaszcza od głównych bohaterów i ich skomplikowanego związku.

Moja ocena: 7/10

Obsydian/Onyks/Opal/Origin/Opposition

środa, 20 kwietnia 2016

Gramy w piłkę z bohaterami książkowymi ^^

Cześć!
Dzisiaj przybywam do Was z tagiem. Tag ten znalazłam na blogu Izy (Isabelczyta) i postanowiłam go zrobić, bo bardzo mi się spodobał! 
Przed Wami...
Drużyna piłkarska Book Tag!

Ogólnie piłką nożną się nie interesuję, ale interesuję się książkami, a tag jest naprawdę świetny! ^^
O co chodzi?
Do słoika (czy czegokolwiek, ja wybrałam słoik), wsypujemy karteczki z imionami męskich bohaterów książkowych i losujemy ich do poszczególnych funkcji na boisku. W ten sposób tworzymy swoją drużynę piłkarską :) 
A ja, żeby było zabawniej, wypisałam nie osiem, a dwanaście postaci, więc do końca nie będę miała pewności, kogo wylosuję.
Zaczynajmy! 

Bramkarz

Percy Jackson [Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy & Olimpijscy Herosi]
Hm... Myślę, że Percy na pewno, ze swoim ADHD i po wielu latach walk dałby sobie radę. W końcu ma niezłą kondycję i refleks. Byłby świetnym bramkarzem :)

Boczny prawy obrońca i boczny lewy obrońca

Cóż, i jeden, i drugi po swoich przeżyciach na pewno mają wolę walki.. Ale Werner niezbyt mi tu pasuje. Jest on bardziej opanowany i chyba bardziej sprawdziłby się w obsłudze technicznej niż na boisku. Ale co do Sashy nie mam większych zastrzeżeń :)

Środkowy obrońca I

Pierwszy Will Grayson (ten bez depresji) [Will Grayson, Will Grayson]
O ile dobrze pamiętam, Will grał w futbol (a może to był baseball? Tak, to był baseball.), więc powinien dobrze sprawdzić się na pozycji obrońcy. Co prawda chyba nie szło mu to zbyt dobrze, ale jakieś doświadczenie ma. 

Środkowy obrońca II

Elliot [Girl Online]
Nie przypominam sobie, aby Elliot nie był wysportowany. Raczej nie powinien mieć problemu z obroną, a jego poczucie humoru na pewno nie raz i nie dwa rozładowałoby napięcie w drużynie i dało motywację do działania :) 



Boczny prawy pomocnik i boczny lewy pomocnik

Daemon Black [seria Lux] & Tom Ward [seria Kroniki Wardstone]
Daemon na pewno da sobie świetnie radę! Ze swoimi zdolnościami i superszybkością na pewno poradziłby sobie na każdej pozycji, więc i na tej pewnie się sprawdzi :) On i Tom... Raczej, jako uczeń stracharza, ma refleks - musi w końcu łapać te wszystkie boginy i wiedźmy. Mam nadzieję, że nie próbowałby oszukiwać, na przykład pętając przeciwników z przeciwnej drużyny łańcuchem.

Środkowy napastnik

Sama nie wiem. Jako mól książkowy chyba nie przepadał za sportem. Ale w książce nic nie było powiedziane, a wydawało się, że był niespokojny, więc może trzeba po prostu dać mu szansę...

Trenerzy drużyn przeciwnych
czyli kogo nominuję :)
Książkoprzenikaczka
Zatracona w słowach
Czekoladowa Borówka (tudzież Margo :>)

Cóż, z taką drużyną może i nie miałabym murowanej wygranej, ale gdyby się postarali, mielibyśmy duże szanse! A ponieważ nie ma tu bohatera, którego bym bardzo nie lubiła, na pewno dobrze byśmy się dogadywali :)

Pozdrawiam i życzę zaczytanej środy!
Muminek 

niedziela, 17 kwietnia 2016

[11] Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender - Leslye Walton

Tytuł oryginalny: The Strange and Beautiful Sorrows of Ava Lavender
Autor: Leslye Walton
Tytuł polski: Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender
Tłumaczenie: Regina Kołek
Liczba stron: 299
Wydawnictwo: SQN




 Spróbujcie wyobrazić sobie, że macie skrzydła. Ale przy tym chcecie być zupełnie normalni. Do tego okazuje się, że cała Wasza rodzina jest dziwna, od prababki. Już? To teraz wiecie, jak czuła się Ava, bohaterka książki Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender.

O tej książce słyszałam bardzo dużo dobrego. Same pozytywne opinie, opisy pod zdjęciami na Instagramie przepełnione milionem serduszek... Trochę się bałam, że się rozczaruję. Na początku, rzeczywiście, nie było aż tak dobrze, ale później...

Zapraszam na mojego Instagrama :)
Ava Lavender urodziła się ze skrzydłami. Nikt nie wie dlaczego, po prostu - taka już jest. Dla niektórych jest aniołem, dla niektórych tylko mitem, opowieścią, a sama siebie postrzega jako zwykłą dziewczynę i pragnie być jak rówieśnicy. Przez piętnaście lat nie opuszczała domu, ponieważ jej matka i babcia - obie niezwykłe, obie po przejściach, i obie zakochane chociaż raz - bardzo się o nią martwią i nie chcą, aby Avę spotkało z powodu jej inności jakieś nieszczęście, nie chcą, aby ktoś złamał jej serce, zranił czy aby cokolwiek jej się przytrafiło.

A ja – ja urodziłam się ze skrzydłami, jako odmieniec, który nie miał prawa liczyć na coś tak majestatycznego jak miłość. To nasz los, nasze przeznaczenie, to ono decyduje o takich rzeczach, prawda?

Ava jest główną bohaterką i narratorką opowieści, ale tak naprawdę wkracza dopiero w połowie, kiedy już zapoznamy się z "życiorysem" jej babki oraz matki. To osobliwa postać - i to nie tylko dlatego, że ma skrzydła. Jest wrażliwa i delikatna, ale jednocześnie rozpaczliwie pragnie towarzystwa ludzi w jej wieku, chociaż się ich boi, i, kiedy chce, potrafi walczyć o swoje.

To, że miłość nie wygląda tak, jakbyś tego chciała, nie znaczy, że jej wokół ciebie nie ma

Książka na początku mnie rozczarowała - najpierw historia rodu Avy nudziła mnie, ale później okazało się, że historia rodzinna może być porywająca. A kiedy wkroczyła sama Ava, wszystko zaczęło się rozwijać. Ale, choćby akcja pędziła nie wiadomo jak szybko, wydawało się, że wszystko toczy się powoli, jak to w małych miasteczkach. A to wszystko dzięki językowi autorki.
Leslye Walton bawi się słowami, tworzy długie opisy z różnymi ozdobnikami. Bardzo mi się to spodobało, zwłaszcza, że - uwaga - te opisy mnie nie nudziły! Zwykle, kiedy czytam opis jakiegoś miejsca czy długaśne przemyślenia bohaterki, po chwili mam tego dość. Autorka powieści Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender stworzyła przecudowny świat, tak nam bliski, a w nim bohaterów - innych, a jednak borykających się z podobnymi problemami.

Zdjęcie z mojego Instagrama :)
Właśnie, bohaterowie. To, w jaki sposób ich wykreowała, jest godny podziwu. Każda postać jest inna, każda ma swoją historię i każda wydaje się być uosobieniem jakiejś naszej słabości, lęku czy problemu - strachu przed odrzuceniem, utraconej miłości, obsesji... Ci bohaterowie pokazali mi, że należy dostrzegać piękno w każdym szczególe, że nie wolno się poddawać, a także, aby nie marnować życia na użalanie się nad sobą i bezczynne siedzenie. Dostałam od nich kopa do działania. Zupełnie jakby ktoś powiedział mi Hej, możesz wszystko.

Pomimo słabego i raczej rozczarowującego początku, koniec końców - książka naprawdę mi się spodobała. Według mnie nie należy zniechęcać się nudnawym początkiem. Powinien ją poznać każdy, bo każdy znajdzie tam coś dla siebie - młodsi pokochają uskrzydloną Avę, nieco starsze osoby dostrzegą zarówno magię, jak i przekaz zawarty w tej książce, a dorośli zapewne będą mogli spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy.

Love makes us such fools

Moja ocena: 9/10

środa, 13 kwietnia 2016

7 książek z irytującymi głównymi bohaterami - Szczęśliwa Siódemka #1

Cześć!
Dzisiaj nareszcie przychodzę do Was z czymś innym niż recenzja. Będzie to coś w stylu nowej serii, którą nazwałam Szczęśliwa siódemka. Na czym to będzie polegało? Po prostu będę wybierała siedem książek/okładek/zakładek/bohaterów, które uwielbiam/nienawidzę/oczarowały mnie... No, chyba już wiadomo, o co chodzi :) Posty z tej serii będą pojawiały się w środy, przynajmniej raz w miesiącu. Jeżeli mi się uda, oczywiście, będę wstawiała posty z tej serii częściej, ale nie wiem, czy się wyrobię.
Bez dalszego przedłużania zapraszam na pierwszy post z serii Szczęśliwa siódemka, czyli...
7 książek z irytującymi głównymi bohaterkami!
Aha, i jeszcze jedno - klikając w nazwę książki przeniesiecie się do jej recenzji! Magia! (ale nie wszystkie książki są zrecenzowane xD)

Serio, Mare to największa idiotka na świecie. Więcej o niej w recenzji, ale naprawdę. Mega niezdecydowana, momentami zarozumiała, a jej monologi wewnętrzne w połączeniu z pierwszoosobową narracją doprowadzały mnie do szału. Jestem teraz srebrna, ale jestem tak naprawdę czerwona, muszę o tym pamiętać. Ludzie, którzy czytali ostatnią recenzję, wiedzą, o co chodzi, a jeśli ktoś nie czytał - zapraszam serdecznie do czytania!

Dotyk Julii

Julia. Bohaterka z serii Jestem niezwykła i niebezpieczna. Ale kocham Adama bardzo. Jeśli czytaliście, to wiecie, o co mi chodzi. Wydawało się, że Adam jest jej priorytetem :/ W dodatku oprócz tego, że jej dotyk zabijał, była wyidealizowana. Taka Mary Sue (Mary Sue - określenie wyidealizowanej postaci literackiej) Podobnie jak jej kochaś. Taka mega idealna parka, gdzie tu realizm?! W sumie to bardziej wina Adama - w końcu to przez jego pojawienie się Julia stwierdziła Ej, w sumie to ja jestem super i się kochamy i w ogóle. Ale od razu mówię, że książka Dotyk Julii jest świetna! ^^ Chociaż czytałam ją dosyć dawno ;)


Jak pisałam w  recenzji (z moją mamą!), Lily jest max irytująca. Dziecinna, nieporadna, nudna, mdła, w dodatku niezdecydowana i w ogóle... No cóż... Rachel Cohn się nie popisała, jeśli chodzi o kreowanie tej bohaterki. No chyba, że chodziło o wykreowanie jednej z najbardziej irytujących bohaterek ever.

Tutaj też rozpisałam się o tym w recenzji, więc odsyłam do niej. Bo po prostu nie wiem, co mam jeszcze dodać. Nie tylko bohaterka była irytująca. Bohater też. Miałam ochotę na nich krzyczeć i w sumie nie podobała mi się żadna decyzja przez nich podjęta... Ale może był to zabieg celowy... Hm...

(tutaj link jest do wrap up'u, w którym cośtam o tej książce mówiłam)

O tej książce pisałam co nieco w tym wrap upie . Całość nie powala, a główna bohaterka, podobnie jak Lily, była nieco dziecinna, często bardzo denerwowały mnie jej zachowania i podejmowane decyzje i niezbyt śmieszyły dowcipy. Ogólnie była to taka główna bohaterka na siłę.

Fangirl

Nie zabijajcie mnie, proszę! Fangirl to dobra książka, przyjemna i nawet wciągająca, przeurocza i nawet ją lubię. I ja rozumiem, że Cath to bohaterka, z którą wszyscy się utożsamiają, ale błagam Was! Uważałam się za trochę Fangirl, ale teraz nie wiem, czy nią jestem... Bo przecież nie siedzę całymi dniami odizolowana w swoim pokoju przed laptopem pisząc fanfiki, z kubkiem herbaty czy kawy i w spodniach od piżamy oraz powyciąganym swetrze. No okej, zdarza mi się, że spędzam cały dzień z książką i laptopem, ale nie dzieje się tak cały czas! (w tym miejscu pozdrawiam Polę Castairs Treaty (mam nadzieję, że nie przekręciłam :>), która myśli podobnie)

Girl Online

Penny, Penny, Penny. Bohaterka, która zrobi trzy kroki, potknie się, przewróci i złamie nogę. Chyba już każdy wie, o co mi chodzi. Po prostu jej niezdarność była tak irytująca i wciskana wszędzie... W sumie Girl Online czytało mi się raczej przyjemnie, aczkolwiek główna bohaterka trochę popsuła tę powieść. Była taką małą niezdarą, której nigdy nic się nie udawało, nie dostrzegała najprostszych rzeczy, po czym okazywało się, że jest piękna czy coś takiego. W każdym razie po prostu bez tej bohaterki czytałoby mi się tę książkę znacznie milej. Co z tego, że była to główna bohaterka?

Mam nadzieję, że ten post Wam się spodobał ^^ Dajcie mi znać, czy nowa seria przypadła Wam do gustu i koniecznie napiszcie, jakie książkowe bohaterki najbardziej Was irytowały :)
Miłego i zaczytanego wieczoru!
Muminek

sobota, 9 kwietnia 2016

[10] Czerwona królowa - Victoria Aveyard


Tytuł oryginalny: Red Queen
Autor: Victoria Aveyard
Tytuł polski: Czerwona Królowa
Tłumaczenie: Adriana Sokołowska
Liczba stron: 488
Seria: Czerwona Królowa
Tom: I
Wydawnictwo: Moondrive/Otwarte

Dzisiaj będzie recenzja książki, do której nie podeszłam z nie wiadomo jakimi nadziejami. Książki, która zaczynała się dobrze. Książki, która okazała się tak denna i beznadziejna, że aż śmieszna. Książki, która dostała ode mnie milion szans i żadnej nie wykorzystała. Książki, za recenzję której zapewne trzy czwarte osób mnie znienawidzi. Poleje się krew. Czerwona i srebrna.

Mare Molly Barrow żyje w kraju, w którym społeczeństwo podzielone jest ze względu na kolor krwi. Czerwoni to ci gorsi - biedniejsi, z nielicznymi perspektywami na życie, jeśli nie znajdą pracy, muszą zostać wysłani w wieku osiemnastu lat do wojska. Srebrni to ci lepsi - to szlachta - królowie i bogaci obywatele, którzy mieszkają w dużych miastach i prowadzą dostatnie życie. No i mają różne magiczne moce.

Mare jest czerwona. Aby zarabiać na życie, musi kraść, co niezbyt podoba się jej rodzicom. Zwłaszcza, że ma perfekcyjną młodszą siostrę, która ma posadę i talent do szycia. Dodatkowo zbliżają się jej osiemnaste urodziny, a co za tym idzie - pobór do wojska. Ale pewnego dnia wszystko w życiu Mare ulega zmianie (nikt się nie spodziewał). Poznaje tajemniczego Cala, który niedługo potem załatwia jej posadę w pałacu. I wtedy wszystko zaczyna gnać na łeb na szyję. Okazuje się, że Mare ma niezwykłą moc, zupełnie jak srebrni, Cal jest kimś zupełnie innym, a dziewczyna stanowi zagrożenie dla królestwa (nikt się nie spodziewał). No i jest jeszcze Szkarłatna Gwardia, czyli grupa czerwonokrwistych, która chce przeprowadzić rewolucję. A główna bohaterka chce im w tym pomóc, bo chociaż teraz ma być srebrną, to musi pamiętać, że jest czerwona (nikt się... A, zresztą. Chyba wiecie, co chcę powiedzieć).

Zacznę może od plusów tej książki, których było zdecydowanie mniej niż minusów. Po pierwsze, powieść napisana jest napisana bardzo "przystępnym" językiem. Dzięki temu książkę czyta się naprawdę szybko, dzięki czemu można przeczytać ją w dwa wieczory. Po drugie, pani Aveyard miała pomysł. Na początku, pomimo wyczuwalnej inspiracji wieloma znanymi seriami, naprawdę spodobał mi się ten cały podział i w ogóle. Ale później autorce chyba pomysłu brakło i, niestety, pisała dalej, ściągając ile się da z innych książek czy serii. I tutaj zaczynają się minusy.
-Czasami zapominam, że drepczesz jak dziecko.
- Lepsze to, niż myśleć jak dziecko.

Najpierw ignorowałam te podobieństwa. Bohaterowie, podział, brutalne rządy - to jakoś trawiłam, wmawiając sobie, że to tylko niewinna inspiracja. Ale kiedy przeczytałam cytat, brzmiący prawie identycznie jak ten z Igrzysk Śmierci, powiedziałam sobie: nie. Ze strony na stronę tych "inspiracji" było coraz więcej, aż w końcu miałam wrażenie, że czytam Igrzyska, tylko poprowadzone trochę inaczej.

Kolejną rzeczą, która mi się nie podobała, to wprowadzenie rewolucji. Nie dość, że kojarzyło się z tryliardem opowieści, które już znamy, to jeszcze po jednej czwartej książki autorka wpychała ją gdzie się tylko da. W końcu miałam tego dosyć. Sytuacji nie poprawiały myśli głównej bohaterki, która była tak irytująca, że już bardziej się nie da. Nie dość, że książka miała narrację pierwszoosobową, to jeszcze wszędzie zostały wstawione, równie irytujące jak Mare, jej rozmyślania o tym, że Jestem niby srebrną, ale muszę pamiętać o tym, że jestem czerwoną, REWOLUCJA, kogo ja kocham, chcę wszystkich ocalić, REWOLUCJA. W dodatku te jakże filozoficzne przemyślenia były ujęte w cudzysłów i napisane r o z s t r z e l o n y m  d r u k i e m, żeby czytelnik zwrócił na nie całą swoją uwagę. Mare jest tak mdła i irytująca, jak... Cała reszta bohaterów.

Prawda jest taka, że z żadnym się nie zżyłam. Okej, było kilka (dwóch) których polubiłam, ale w sumie mogliby wszyscy umrzeć i nic takiego by się nie stało. Potraktowałabym to wzruszeniem ramion i nawet się ucieszyła, że historia dobiegła końca.

Do tego dochodzi trójkąt miłosny, który później stał się czworokątem, a później to już w ogóle nie wiedziałam, o co tam chodzi. Było trochę tak, jakby autorka najpierw stworzyła trójkąt (czy tam czworokąt) miłosny, później o nim zapomniała, następnie znowu sobie o nim przypomniała i "wybiła" go na pierwszy plan, a przez resztę książki raz sobie o nim przypominała, a raz zapominała.

Oprócz wad wymienionych powyżej, uderzyła mnie jedna - przewidywalność tej powieści.  Przewidziałam wszystko od pierwszej do ostatniej strony. Okej, wiem, że to brzmi jakby na siłę, jakbym to wymyśliła, ale serio - w połowie książki miałam już wizję tego, jak książka się skończy i to się sprawdziło. Po pewnym czasie moje zachowanie to było coś w stylu To pewnie będzie tak. Proszę, żeby nie. Jeśli tak się nie stanie, to ta książka będzie lepsza!. I nigdy nic z tego nie wychodziło.

Czerwona królowa Victorii Aveyard to kolejna młodzieżówka, jednak bardziej beznadziejna, niż można to sobie wyobrazić. Niezwykle przewidywana, ze słabymi bohaterami i zmarnowanym pomysłem pierwsza część serii, która zdecydowanie jest moją najmniej ulubioną serią, i jeśli sięgnę po drugą część, to tylko po to, żeby dostarczyć Wam o nim informacji, bo chociaż podobno druga część jest milion razy lepsza od pierwszej, to w ogóle nie mam ochoty jej czytać.

Moja ocena: 2/10

Czerwona królowa/Szklany miecz

czwartek, 24 marca 2016

[9] Obsydian - Jennifer L. Armentrout

Tytuł oryginalny: Obsidian
Autor: Jennifer L. Armentrout
Tytuł polski: Obsydian
Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka
Liczba stron: 442
Seria: Lux
Tom: I
Wydawnictwo: Filia


O przeczytaniu tej książki marzyłam od dawna. I, jak wiadomo, marzenia się spełniają. Dostałam tę książkę na Boże Narodzenie, i, chociaż sięgnęłam po nią dopiero dwa miesiące później, mój entuzjazm do niej nie osłabł. I muszę przyznać, że był to zasłużony entuzjazm. Powieść chwyta i nie puszcza.

Kiedy Katy przeprowadza się z mamą do Zachodniej Wirginii, nie spodziewała się, że wakacje i nadchodzący rok szkolny będą tak emocjonujące. Brak znajomych, słaby Internet i zaledwie jeden dom w sąsiedztwie... Na początku planuje spędzić czas na blogowaniu, czytaniu książek i pielęgnowaniu ogródka. Ale kiedy poznaje nowych sąsiadów - radosną, zawsze tryskającą energią Dee i jej brata bliźniaka, Daemona, który jest nieziemsko przystojny, ale denerwujący, arogancki i wyraźnie nie chce, aby Kat przyjaźniła się z Dee. Mimo wszystko upiera się, aby on sam spędzał z dziewczyną mnóstwo czasu. Z początku Katy nie uważa, że to dziwne - raczej idiotyczne... Do czasu. Podczas wspólnych spacerów z Daemonem zaczynają dziać się dziwne rzeczy. A później okazuje się, że w tym miasteczku nic nie jest takie, jakie się wydaje. Do życia dziewczyny wkraczają Luksjanie i Arumianie - mieszkańcy odległych planet, a ona sama znajduje się w ogromnym niebezpieczeństwie...
Zawsze uważałem, że najpiękniejsi ludzie, naprawdę piękni w środku i na zewnątrz, to tacy, którzy nie są świadomi swojego wpływu.[..] Ci, którzy rozprzestrzeniają swoje piękno, chwalą się, marnują to, co mają. Ich piękno jest ulotne. to tylko skorupa, ukrywająca ciemność i pustkę.

Po tej pozycji oczekiwałam wiele - a z reguły w takich przypadkach powieści okazują się beznadziejne. Ta jednak nie zawiodła, wręcz przeciwnie. Dała mi wszystko, co chciałam - lekki język, dzięki któremu szybko się czytało, napięcie, wartką akcję i zabawne dialogi. Spełniła większość moich wymagań. I chociaż na początku trochę się ciągnęła, to jednak ciągle było coś, co nie pozwalało mi się oderwać, bo chciałam poznawać dalsze losy bohaterów.

Bohaterów, którzy też byli świetni. W głównej bohaterce znalazłam coś na kształt bratniej duszy - jej mania na punkcie książek i swojego bloga z recenzjami... Chyba mogłabym być bohaterką tej powieści. Myślę, że z łatwością zastąpiłabym Kat, chociaż, kto wie, może się przeceniam...? No i Daemon, który jest po prostu cudowny, wspaniały, sarkastyczny... Co z tego, że jest aroganckim palantem? To taka wielowymiarowa postać z tych, które uwielbiam!
Książki były konieczną ucieczką, którą zawsze podejmowałam z radością.

Pokochałam styl pisania autorki - w momentach, w których miało trzymać w napięciu, trzymało, natomiast jeśli przedstawiała sceny ze szkoły, czułam się, jakbym czytała obyczajówkę. Zawsze jest to dla mnie ogromny plus - kiedy główna bohaterka nie stwierdza nagle "rzucam szkołę, kłamię, kradnę, uciekam z domu", tylko jej życie toczy się dalej - może trochę inaczej, ale dalej sobie płynie. No i jej dowcip, który będę wychwalać zawsze i wszędzie i który pokochałam.
- Daemon, to nie był zwykły szaleniec.
- O, to teraz jesteś ekspertem od szurniętych ludzi?
- Miesiąc z tobą i odnoszę wrażenie, że mam już doktorat w tej dziedzinie.

  Mogłabym jeszcze długo rozpływać się nad cudownością tej książki, która mnie całkowicie urzekła. Polecam naprawdę każdemu. Da chwilę wytchnienia, radości, zaprze dech w piersiach. Jeśli szukacie książki, od której nie będziecie mogli się oderwać i którą pochłoniecie w dwa dni - zachęcam Was do sięgnięcia po tę pozycję. Ja tego nie żałuję i na pewno przeczytam następne tomy z tej serii.

Moja ocena: 9/10
Obsydian/Onyks/Opal/Origin/Opposition

niedziela, 13 marca 2016

[8] Księga wyzwań Dasha i Lily - Rachel Cohn & David Levithan (#czytamyrazem)

Dzisiejsza recenzja to recenzja, którą piszę z okazji akcji #czytamyrazem, która zachęca mamy i córki do wspólnego czytania. Co prawda nie jest to Linia serc, czyli książka "patronująca" akcji, ale mam nadzieję, że recenzja przypadnie Wam do gustu ^^

Tytuł oryginalny: Dash & Lily's Book of Dares
Autor: Rachel Cohn & David Levithen
Tytuł polski: Księga wyzwań Dasha i Lily
Tłumaczenie: Ewa Pater
Liczba stron: 306
Seria: Myślnik
Wydawnictwo: Bukowy Las




Na tę książkę trafiłam krótko przed Świętami w księgarni. Zaczęłam czytać pierwszy rozdział... i chichotać do siebie. Chciałam mieć tę książkę! Zamówiłam ją jednak dwa miesiące później i, chociaż nie mogłam się doczekać przygody z tą powieścią, przeczytanie jej zabrało mi dużo czasu.



Szesnastoletnia Lily zostawia w swojej ulubionej księgarni, na swojej ulubionej półce, czerwony notes Moleskine. Notes zawiera wskazówki - zadania i czeka na odpowiedniego chłopaka. Takiego, który rozwiąże wszystkie zagadki i będzie gotów podjąć grę. Odpowiedniego, aby zaciekawiło go to, co jest w środku. Odpowiedniego dla Lily. Ma to być poszukiwanie towarzystwa, zwłaszcza że w te Święta została tylko z bratem - rodzice wyjechali do ciepłych krajów.

Kiedy Dash znajduje w swojej ulubionej księgarni, na swojej ulubionej półce czerwony notes Moleskine ze wskazówkami w środku, od razu postanawia podjąć wyzwanie, które ma być dla niego umileniem samotnie spędzonych Świąt.

Próbowałem pisać historię swojego życia. Zrozumiałem w końcu, że fabuła nie jest taka ważna. Najważniejsi są bohaterowie.

Lily i Dash wyznaczają sobie różne zadania, szukają notesu po całym mieście, dowiadują się o sobie coraz więcej. W końcu wydaje się, że znają się od lat. I że coś ich łączy. Ale wciąż wahają się przed spotkaniem. A kiedy w końcu do niego dochodzi... Nie jest aż tak pięknie, jak sobie to wyobrażali.


Mama
Nie powiem, abym podeszła do tej książki z nie wiadomo jakimi nadziejami, ale spodziewałam się lekkiej, przyjemnej obyczajówki. Ta książka spełniła wszystkie moje oczekiwania. No, może oprócz bycia przyjemną.

Najpierw bardzo spodobał mi się pomysł z notesem. Sama chętnie bym taki znalazła. Co prawda nie wiem, czy podążyłabym za głosem w nim. Później jednak pomysł stał się nieco nierealny. No bo czy w normalnym życiu wykonywalibyśmy polecenia zupełnie nieznanej osoby...? To dało książce efekt bajkowy, czego w sumie nie mogę uznać ani za plus, ani minus.

Zapraszam na ig
Akcja nie była fantastyczna. Co prawda było kilka zaskakujących momentów, ale nic nie wywołało ogromnego szoku. W sumie całokształt był naprawdę przesłodzony, chociaż muszę przyznać, że momentami się śmiałam.

Jeśli chodzi o bohaterów, szału nie było. Dash wydawał mi się nieco zarozumiały, a Lily trochę mdła. Niezbyt interesowały mnie ich losy, ale wyczekiwałam momentu ich spotkania i spodobał mi się sposób, w jaki przedstawiły go autorzy - nieidealnie.

Z perspektywy matki wydaje się mi też mało prawdopodobne, aby rodzice zostawili dzieci same, w dodatku w Święta.

Bardzo możliwe, że książka nie przypadła mi do gustu, ponieważ jestem starsza od czytelników, dla których jest ona przeznaczona. Czytuję jednak książki dla dzieci lub młodzieży i niektóre bardzo mi się podobały. Wydaje mi się jednak, że jeszcze nigdy nie trafiłam na powieść, która tak bardzo by mnie irytowała.

Córka
Pomysł jest świetny. Od samego początku się w nim zakochałam. Chociaż wydawało mi się (i wciąż wydaje) ciut nierealne, aby ktoś ganiał po całym Nowym Yorku za notesem, postanowiłam odstawić swe wątpliwości trochę na bok. Autorom udało się do końca w miarę doprowadzić swój pomysł, chociaż w połowie książki zrobił się nieco naciągany. Akcja raczej nie porywała, brakowało tego czegoś - nie miałam ochoty jak najszybciej dowiadywać się, czy w końcu im się uda, czy nie, jak potoczą się losy bohaterów...
*ig*

Właśnie...
Bohaterowie. O ile Dasha, sarkastycznego, uroczego i inteligentnego, bardzo polubiłam, o tyle Lily już nie. Nie dość, że była bardzo wkurzająca, to jeszcze niebywale dziecinna. Ludzie, ona ma szesnaście lat, jej przezwisko to "Liliowy Pyś", wciąż przestrzega zasad, które ustalili jej rodzice, gdy miała lat jedenaście, a jej wyzwania dla Dasha... O ile pierwsze było fajne, o tyle następne... naprawdę, pomasować brzuch przebranego Mikołaja nie przeczytaliście tego

Jak łatwo się domyślić, rozdziały Lily były pisane przez Rachel Cohn, a rozdziały Dasha - przez Davida Levithana. I o ile twórczość Levithana już znałam z książki Will Grayson, Will Grayson (recenzja), o tyle nie czytałam jeszcze nic autorstwa Rachel Cohn. I chyba raczej nie sięgnę po jakąś inną  jej książkę.

Powieść mogłabym podzielić na trzy etapy. Pierwszy - na samym początku, który totalnie mnie wciągnął, drugi - w środku, kiedy miałam dość książki, zrobiła się bardzo przesłodzona, i trzecia - pod koniec, kiedy sama nie wiedziałam, co o niej sądzić, ponieważ z jednej strony rozkręciła, a z drugiej zrobiło się tak strasznie słodko...

Spodziewałam się po tej książce czegoś znacznie lepszego. Może nie było to najgorsze, co przeczytałam, ale i tak mocno się rozczarowałam.

Ocena matki: 4/10
Ocena córki: 5/10

środa, 2 marca 2016

[WRAP UP] Czytelnicze podsumowanie lutego 2016 ♥

Cześć!
Dzisiaj przybywam do Was z pierwszym na tym blogu Wrap Upem z lutego 2016 ^^. Luty był dla mnie miesiącem baaardzo urodzajnym, jeśli chodzi o książki. Przeczytałam ich aż osiem i wysłuchałam jednego audiobooka, co, biorąc pod uwagę to, że mam życie i szkołę, jest całkiem sporo. Na pewno sprzyjały temu ferie :)
Luty był też okresem odczuwania magii z czytania. Mam takie miesiące, kiedy czytanie jest dla mnie czymś milion razy bardziej magicznym niż zwykle! Oczywiście, zawsze jest to super uczucie i kocham czytać bez względu na miesiąc, ale w lutym... Ach, to było mega. Tak w sumie ciekawa jestem, czy ktoś ma tak jak ja ^^
Dodatkowo moją biblioteczkę zasiliły dwie książki.
Na blogu pojawiły się cztery posty - trzy recenzje i jeden post okołoksiążkowy. Linki do recenzji podam poniżej, obok tytułów książek. A wszystkie linki na samym dole. Wybaczcie tak małą aktywność, w marcu się poprawię :P Tymczasem na marzec mam w planach dwie recenzje książek, które przeczytałam pod koniec lutego ^^
A teraz przejdźmy już do konkretów!



Przeczytane książki

1. Zaklinacz czasu Mitch Albom Ocena: 8/10 Liczba stron: 285 Klik do recenzji ^^
To była dobra książka. Serio. Trochę denerwująca, ale fajna.

2. Panika Lauren Oliver Ocena: 10/10 Liczba stron: 360 Klik do recenzji^^
Świetna książka, jedna z najlepszych przeczytanych w tym miesiącu!

3. Flawia de Luce - Badyl na katowski wór Alan Bradley Ocena: 8/10 Liczba stron: 367
Jest to druga część przygód Flawii, bardzo lekka i przyjemna książka :)

niestety nie ma tu wszystkich, bo niektóre były pożyczone :)
4. Batoniki Always miękkie jak deszczówka Marta Fox Ocena: 6/10 Liczba stron: 94
To niewątpliwie najkrótsza książka, jaką przeczytałam w tym miesiącu. Dosyć przyjemna, szybko się czytało, aczkolwiek nie sądzę, abym pokochała twórczość Marty Fox. Zwłaszcza tej serii, bo bohaterka denerwowała mnie swoim zachowaniem.


5. Wszystkie jasne miejsca Jennifer Niven Ocena: 11/10 Liczba stron: 424 Klik do recenzji ^^
Ooo, tak! Chyba jeszcze nigdy nie oceniłam książki tak wysoko. Ale musiałam. Kocham tę książkę i nienawidzę. Najlepsza z przeczytanych w tym miesiącu.

6. Samotne wyspy i storczyk Anna Onichimowska [AUDIOBOOK] Ocena: 7/10
Cóż mogę powiedzieć? Bardzo krótki, ale ciekawy audiobook obyczajowy. Opowiada o perypetiach osiemnastoletniej grupy przyjaciół. Ale denerwowały mnie podteksty i główny bohater :(

7. Krzyżacy tom I  Henryk Sienkiewicz Ocena: 1/10 Liczba stron: 260
Oesu, to było straszne. Tak, była to lektura. I to jest masakra, a przede mną jeszcze połowa drugiego tomu :( Nie polecam.

8. Dary Anioła: Miasto Kości Cassandra Clare Ocena: - Liczba stron: 512
Nie będę się na razie wypowiadać, ponieważ niedługo pojawi się recenzja tej książki :)

9. Obsydian Jennifer L. Armentrout Ocena: - Liczba stron: 442
Podobna sytuacja jak z "Miastem kości" - recenzja wkrótce :)

Liczba wszystkich przeczytanych stron: 2 744


Książkowe zdobycze

Rzadko kupuję książki, a w tym miesiącu doszły do mnie dwie <3 A były to Panika i Księga wyzwań Dasha i Lily.

Posty

A co Wam udało się przeczytać w lutym? 
Pozdrawiam ciepło i życzę książkowego marca!
Muminek