niedziela, 13 marca 2016

[8] Księga wyzwań Dasha i Lily - Rachel Cohn & David Levithan (#czytamyrazem)

Dzisiejsza recenzja to recenzja, którą piszę z okazji akcji #czytamyrazem, która zachęca mamy i córki do wspólnego czytania. Co prawda nie jest to Linia serc, czyli książka "patronująca" akcji, ale mam nadzieję, że recenzja przypadnie Wam do gustu ^^

Tytuł oryginalny: Dash & Lily's Book of Dares
Autor: Rachel Cohn & David Levithen
Tytuł polski: Księga wyzwań Dasha i Lily
Tłumaczenie: Ewa Pater
Liczba stron: 306
Seria: Myślnik
Wydawnictwo: Bukowy Las




Na tę książkę trafiłam krótko przed Świętami w księgarni. Zaczęłam czytać pierwszy rozdział... i chichotać do siebie. Chciałam mieć tę książkę! Zamówiłam ją jednak dwa miesiące później i, chociaż nie mogłam się doczekać przygody z tą powieścią, przeczytanie jej zabrało mi dużo czasu.



Szesnastoletnia Lily zostawia w swojej ulubionej księgarni, na swojej ulubionej półce, czerwony notes Moleskine. Notes zawiera wskazówki - zadania i czeka na odpowiedniego chłopaka. Takiego, który rozwiąże wszystkie zagadki i będzie gotów podjąć grę. Odpowiedniego, aby zaciekawiło go to, co jest w środku. Odpowiedniego dla Lily. Ma to być poszukiwanie towarzystwa, zwłaszcza że w te Święta została tylko z bratem - rodzice wyjechali do ciepłych krajów.

Kiedy Dash znajduje w swojej ulubionej księgarni, na swojej ulubionej półce czerwony notes Moleskine ze wskazówkami w środku, od razu postanawia podjąć wyzwanie, które ma być dla niego umileniem samotnie spędzonych Świąt.

Próbowałem pisać historię swojego życia. Zrozumiałem w końcu, że fabuła nie jest taka ważna. Najważniejsi są bohaterowie.

Lily i Dash wyznaczają sobie różne zadania, szukają notesu po całym mieście, dowiadują się o sobie coraz więcej. W końcu wydaje się, że znają się od lat. I że coś ich łączy. Ale wciąż wahają się przed spotkaniem. A kiedy w końcu do niego dochodzi... Nie jest aż tak pięknie, jak sobie to wyobrażali.


Mama
Nie powiem, abym podeszła do tej książki z nie wiadomo jakimi nadziejami, ale spodziewałam się lekkiej, przyjemnej obyczajówki. Ta książka spełniła wszystkie moje oczekiwania. No, może oprócz bycia przyjemną.

Najpierw bardzo spodobał mi się pomysł z notesem. Sama chętnie bym taki znalazła. Co prawda nie wiem, czy podążyłabym za głosem w nim. Później jednak pomysł stał się nieco nierealny. No bo czy w normalnym życiu wykonywalibyśmy polecenia zupełnie nieznanej osoby...? To dało książce efekt bajkowy, czego w sumie nie mogę uznać ani za plus, ani minus.

Zapraszam na ig
Akcja nie była fantastyczna. Co prawda było kilka zaskakujących momentów, ale nic nie wywołało ogromnego szoku. W sumie całokształt był naprawdę przesłodzony, chociaż muszę przyznać, że momentami się śmiałam.

Jeśli chodzi o bohaterów, szału nie było. Dash wydawał mi się nieco zarozumiały, a Lily trochę mdła. Niezbyt interesowały mnie ich losy, ale wyczekiwałam momentu ich spotkania i spodobał mi się sposób, w jaki przedstawiły go autorzy - nieidealnie.

Z perspektywy matki wydaje się mi też mało prawdopodobne, aby rodzice zostawili dzieci same, w dodatku w Święta.

Bardzo możliwe, że książka nie przypadła mi do gustu, ponieważ jestem starsza od czytelników, dla których jest ona przeznaczona. Czytuję jednak książki dla dzieci lub młodzieży i niektóre bardzo mi się podobały. Wydaje mi się jednak, że jeszcze nigdy nie trafiłam na powieść, która tak bardzo by mnie irytowała.

Córka
Pomysł jest świetny. Od samego początku się w nim zakochałam. Chociaż wydawało mi się (i wciąż wydaje) ciut nierealne, aby ktoś ganiał po całym Nowym Yorku za notesem, postanowiłam odstawić swe wątpliwości trochę na bok. Autorom udało się do końca w miarę doprowadzić swój pomysł, chociaż w połowie książki zrobił się nieco naciągany. Akcja raczej nie porywała, brakowało tego czegoś - nie miałam ochoty jak najszybciej dowiadywać się, czy w końcu im się uda, czy nie, jak potoczą się losy bohaterów...
*ig*

Właśnie...
Bohaterowie. O ile Dasha, sarkastycznego, uroczego i inteligentnego, bardzo polubiłam, o tyle Lily już nie. Nie dość, że była bardzo wkurzająca, to jeszcze niebywale dziecinna. Ludzie, ona ma szesnaście lat, jej przezwisko to "Liliowy Pyś", wciąż przestrzega zasad, które ustalili jej rodzice, gdy miała lat jedenaście, a jej wyzwania dla Dasha... O ile pierwsze było fajne, o tyle następne... naprawdę, pomasować brzuch przebranego Mikołaja nie przeczytaliście tego

Jak łatwo się domyślić, rozdziały Lily były pisane przez Rachel Cohn, a rozdziały Dasha - przez Davida Levithana. I o ile twórczość Levithana już znałam z książki Will Grayson, Will Grayson (recenzja), o tyle nie czytałam jeszcze nic autorstwa Rachel Cohn. I chyba raczej nie sięgnę po jakąś inną  jej książkę.

Powieść mogłabym podzielić na trzy etapy. Pierwszy - na samym początku, który totalnie mnie wciągnął, drugi - w środku, kiedy miałam dość książki, zrobiła się bardzo przesłodzona, i trzecia - pod koniec, kiedy sama nie wiedziałam, co o niej sądzić, ponieważ z jednej strony rozkręciła, a z drugiej zrobiło się tak strasznie słodko...

Spodziewałam się po tej książce czegoś znacznie lepszego. Może nie było to najgorsze, co przeczytałam, ale i tak mocno się rozczarowałam.

Ocena matki: 4/10
Ocena córki: 5/10

1 komentarz:

  1. Pomasować brzuch świętego Mikołaja?
    Okej, dziękuję.
    Bardzo mi się podobają takie recenzje - pokazują, jak sposób patrzenia na książkę jest różny z perspektywy wieku. Tu akurat nie było jakiejś wielkiej różnicy, ale zawsze coś..
    Pozdrawiam serdecznie :)
    Tutti
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń

♥ Każdy komentarz motywuje mnie do dalszego blogowania
♥ Jeśli coś Ci się nie podoba - napisz, a ja postaram się to poprawić
♥ Pod komentarzem możesz zostawić link do bloga - chętnie zajrzę